DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI
indeks | antologia religijna | antologia filozoficzna | filozofia nauki
Wojciech Sady: wykłady | Jiddu Krishnamurti: życie i nauczanie (sites.google)
Jiddu Krishnamurti
Trzy mowy w Madrasie 1968
tłum. Wojciech Sady
Madras, 3 stycznia 1968
Madras, 10 stycznia 1968
Madras, 14 stycznia 1968
Madras, 3 stycznia 1968
Mówiliśmy niegdyś o tym, jak bardzo ważne jest obserwowanie. To prawdziwa sztuka i musimy jej poświęcić ogromną uwagę. Widzimy w sposób niesłychanie cząstkowy, nie spostrzegamy kompleksowo, całym umysłem lub pełnym sercem. Jeśli zaś nie opanujemy tej nadzwyczajnej sztuki, to wydaje mi się, że będziemy funkcjonować, żyć, używając drobnej tylko części naszego umysłu, bardzo małego segmentu mózgu. Nie widzimy niczego w pełni z różnych powodów: jesteśmy tak zaabsorbowani własnymi problemami, lub tak uwarunkowani, obarczeni takim ciężarem wierzeń, tradycji, przeszłości, że to faktycznie uniemożliwia nam widzenie lub słyszenie. Nie widzimy drzewa, widzimy to drzewo poprzez wyobrażenie, jakie o nim mamy, poprzez pojęcie o nim; ale pojęcie, wiedza, doświadczenie to coś całkiem innego niż to faktyczne drzewo. Tutaj otacza nas na szczęście mnóstwo drzew i jeśli, w miarę jak będę mówił na temat widzenia, rozejrzycie się wokół, jeśli faktycznie popatrzycie, to stwierdzicie, jak niesłychanie trudno jest widzieć to wszystko tak, aby żadne wyobrażenie, żadne sito nie pojawiało się między widzeniem a rzeczywistym faktem. Proszę, uczyńcie to, nie wpatrujcie się we mnie – popatrzcie na to drzewo, stwierdźcie, czy możecie widzieć je w pełni. W pełni, to znaczy całym umysłem i sercem, nie ich fragmentami, to bowiem, w co chcemy wniknąć tego wieczoru, wymaga takiej obserwacji, takiego widzenia. Jeśli tego naprawdę nie zrobicie (nie teoretyzując, intelektualizując czy podnosząc różne nieistotne kwestie), to obawiam się, że nie będziecie umieli dokładnie śledzić omawianego tu wspólnie przedmiotu.
Nie widzimy, nie słyszymy naprawdę tego, co mówi ktoś inny; jesteśmy albo uczuciowi, albo sentymentalni, albo bardzo intelektualni – co oczywiście uniemożliwia nam prawdziwe widzenie tej barwy, piękna tego światła, drzew, ptaków, słyszenie tych kruków; nigdy nie nawiązujemy bezpośredniej więzi z tymi rzeczami. I bardzo wątpię, czy wchodzimy z czymkolwiek w związek, nawet z własnymi ideami, myślami, motywami, wrażeniami; zawsze istnieje wyobrażenie, które obserwuje, nawet gdy obserwujemy samych siebie.
A zatem koniecznie trzeba zrozumieć, że akt widzenia jest jedyną prawdą; innej nie ma. Jeśli wiem, jak widzieć ptaka, drzewo lub piękną twarz, albo uśmiech dziecka – one są, niczego więcej czynić nie muszę. Ale to widzenie ptaka, liścia, słyszenie ptasiego świergotu, staje się niemal niemożliwe z powodu wyobrażeń, któreśmy wznieśli, nie dotyczących tylko przyrody, ale i innych. I te wyobrażenia faktycznie uniemożliwiają nam widzenie i odczuwanie; odczuwanie nie mające nic wspólnego z sentymentalizmem i wzruszeniami.
I, jak powiedzieliśmy, widzimy wszystko fragmentarycznie, będąc od dzieciństwa przyuczeni, by patrzeć, obserwować, uczyć się, żyć we fragmencie. Istnieje zaś ogromny obszar umysłu, z którym się nie stykamy i którego nie znamy; ten umysł jest ogromny, bezgraniczny, my jednak się z nim nie stykamy, nie znamy tej jego cechy, nigdy bowiem nie patrzyliśmy na nic w pełni, całością naszego umysłu, serca, naszych nerwów, oczu, uszu. Dla nas niesłychanie ważne jest słowo, pojęcie, a nie akt widzenia i działania. Ale posiadanie pojęcia, będącego przekonaniem, ideą – posiadanie go – życie pojęciowe uniemożliwia nam rzeczywiste widzenie i działanie. Dlatego właśnie powiadamy, że mamy problemy z działaniem – co czynić, a czego nie – i między działaniem a pojęciem powstaje konflikt.
Proszę, obserwujcie to, o czym mówię, nie słuchajcie tylko słów mówcy, ale obserwujcie siebie, używając mówcy jako lustra, w którym widzicie własne odbicie. To, co mówca ma do powiedzenia, jest nieważne, sam zaś mówca w ogóle ważny nie jest, ważne jest tylko to, co zyskacie obserwując siebie. Albowiem dokonać się musi totalna rewolucja, globalne przeobrażenie naszych umysłów, sposobów życia, uczuć, codziennych zachowań. A można wywołać taką fundamentalną, głęboką rewolucję jedynie wtedy, gdy wiemy, jak patrzeć; jeśli bowiem naprawdę patrzycie, to patrzycie nie tylko oczami, ale i umysłem. Nie wiem, czyście kiedykolwiek prowadzili samochód; w trakcie jazdy nie tylko wzrokowo zdajecie sobie sprawę z nadjeżdżającego samochodu, ale umysł jest daleko z przodu, nadzorując zakręt drogi, drogę boczną, inne mijane samochody. A jest to widzenie nie tylko za pomocą oczu i nerwów, jest to widzenie sercem, umysłem. Nie możecie zaś widzieć w ten pełny sposób jeśli żyjecie, funkcjonujecie, myślicie, działacie w obrębie fragmentu całego umysłu.
Spójrzcie, co dzieje się w świecie – jesteśmy uwarunkowani przez społeczeństwo, przez kulturę, w jakiej żyjemy, a ta kultura jest wytworem ludzi – nie ma w niej niczego świętego, boskiego, wiecznego. Kultura, społeczeństwo, książki, radio, wszystko czego słuchamy i co oglądamy, liczne wpływy, z których zdajemy sobie sprawę lub nie, wszystko to popycha nas do życia w obrębie bardzo małego fragmentu ogromnego pola umysłu. Przechodzicie przez szkołę, uczelnię i uczycie się sposobów zarabiania; przez następnych czterdzieści czy pięćdziesiąt lat trwonicie swe życie, czas, energię, swą myśl w tym wyspecjalizowanym, ograniczonym polu. A istnieje ogromne pole umysłu. Dopóki w tym pokawałkowaniu nie dokonamy radykalnej zmiany, nie będzie mogła dokonać się żadna rewolucja; przeprowadzane będą modyfikacje ekonomiczne, społeczne i tak zwane kulturowe, ale człowiek nadal będzie cierpiał, nadal będzie w stanie konfliktu, wojny, nędzy, cierpienia i rozpaczy.
Nie wiem, czyście jakiś czas temu czytali, jak to jeden z marszałków armii radzieckiej, składając raport Biuru Politycznemu, opowiadał o ćwiczeniu swych żołnierzy pod hipnozą. Czy wiecie, co to oznacza? Hipnotyzują cię i uczą, jak zabijać, jak być bez reszty posłusznym, funkcjonować w pełni niezależnie, ale w ramach schematu, podlegając autorytetowi dowódcy. A kultura i społeczeństwo robią dokładnie to samo z każdym z nas. Kultura i społeczeństwo was zahipnotyzowały. Proszę, słuchajcie tego z całą uwagą, to robi się nie tylko w armii w Rosji, to robi się na całym świecie. Kiedy bez końca czytacie Bhagawadgitę lub Koran, albo powtarzacie jakąś mantrę, te same nieustannie słowa, robicie dokładnie to samo. Gdy mówicie „Jestem hinduistą”, „Jestem buddystą”, „Jestem muzułmaninem”, „Jestem katolikiem”, powtarza się ten sam wzór, ulegacie mesmeryzacji, hipnozie. Technologia zaś czyni dokładnie to samo. Możesz być zdolnym prawnikiem, znakomitym inżynierem lub artystą, wielkim naukowcem, ale wciąż pozostajesz w obrębie fragmentu całości. Nie wiem, czy to widzicie, nie dlatego że ja to opisuję, ale czy naprawdę widzicie, co się dzieje. Robią to komuniści, robią to kapitaliści, wszyscy, rodzice, szkoły, system wychowawczy, wszyscy oni kształtują umysł tak, by funkcjonował w obrębie pewnego wzorca, pewnego fragmentu. I zawsze zajęci jesteśmy dokonywaniem zmian w ramach tego schematu, w obrębie tego fragmentu.
Jak zatem mamy to pojąć, nie teoretycznie, nie jako zwykłą ideę, ale ujrzeć, że tak jest faktycznie – rozumiecie, ujrzeć to, co rzeczywiste? Rzeczywiste, czyli to, co się na co dzień dzieje i co opisują gazety, o czym mówią politycy, co przekazują kultura, tradycja oraz rodzina i co sprawia, że nazywacie siebie Hinduistami czy może jakoś inaczej. Jeśli to widzicie, to musicie się nad sobą zastanowić (jestem pewien, że tak by było, gdybyście to ujrzeli) – i właśnie dlatego tak ważnym jest zrozumienie tego, jak widzicie. Gdybyście to faktycznie widzieli, pytanie by brzmiało „Jak może działać umysł całkowity?” (Nie chodzi o fragment, o umysł uwarunkowany, wykształcony, wyrafinowany, umysł, który się obawia, który powiada „istnieje Bóg” lub „nie ma Boga”, „istnieje moja rodzina, twoja rodzina, mój naród, twój naród”). Zapytacie wówczas „Jak może zaistnieć ta pełnia umysłu, jak on może funkcjonować w sposób całościowy, nawet gdy opanowuje pewną technikę?” Choć musi opanować pewną technikę i żyć w związkach z innymi, w naszym dzisiejszym, pełnym chaosu społeczeństwie – pamiętając o tym zadać musimy to podstawowe pytanie: „Jak całość umysłu może zyskać pełną wrażliwość, tak że wrażliwy staje się nawet ów fragment?” Nie wiem, czyście pytanie moje zrozumieli; rozpatrzmy go zatem w inny sposób.
Obecnie brak nam wrażliwości; są na tym obszarze miejsca wrażliwe, wrażliwe gdy nasza własna osobowość, nasze własne nawyki lub nasze własne przyjemności zostają zagrożone – wtedy następuje walka. Jesteśmy wrażliwi w pewnych miejscach, we fragmentach, ale brak nam wrażliwości całościowej. Pytanie zatem brzmi: „W jaki sposób fragment, będący częścią całości, który przez powtarzanie stał się tępy, w jaki sposób tę część, podobnie jak całość, można uwrażliwić?” Czy to pytanie jest dość jasne? Odpowiedzcie.
Być może jest to dla was pytanie nowe, zapewne nigdy go sobie nie zadaliście. A to dlatego, że wszystkich nas cieszy, gdy mamy w życiu możliwie najmniej kłopotów i konfliktów, w tej małej części owego pola będącego naszym życiem; gdy żyjemy ceniąc piękną kulturę tej małej części, jako przeciwieństwo innych kultur, zachodniej, starożytnej czy jeszcze innej. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z następstw tego życia w drobnym fragmencie, w zakątku bardzo obszernego pola. Nie dostrzegamy, my jako my, jak głęboko związani jesteśmy z tą małą częścią, a odpowiedź na nasz problem próbujemy znaleźć w obrębie tego fragmentu, w obrębie owego małego zakątka tego ogromnego życia. Zapytujemy siebie, w jaki sposób umysł (który teraz w tym ogromnym polu jest półprzytomny, zajęci bowiem jesteśmy jedynie tą małą częścią), w jaki sposób możemy w pełni sobie to wszystko uświadomić, zyskać pełną wrażliwość?
Przede wszystkim nie istnieje żadna metoda. Każda bowiem metoda, system, powtarzanie lub nawyk, jest z istoty częścią zakątka tego pola. (Czy wędrujemy razem, ruszamy w podróż, czy też wleczecie się z tyłu?) Przede wszystkim dostrzegać trzeba fakt istnienia tego małego zakątka i to, czego on pożąda. Potem możemy zadać pytanie: „Jak całe to pole w pełni uwrażliwić?” – to bowiem jest jedyna prawdziwa rewolucja. Gdy całość umysłu zyska pełną wrażliwość, wówczas będziemy działać inaczej; całe nasze myślenie, odczuwanie należeć będzie do innego wymiaru. Ale nie istnieje żadna metoda. Nie mówcie „W jaki sposób mam dotrzeć, osiągnąć, stać się wrażliwym?” - na nic się nie zda pójście do szkoły, na nic czytanie książek czy słuchanie rad, co robić, by wrażliwość zyskać. To właśnie czyniliście w obrębie zakątka owego pola, a to sprawiało, że coraz bardziej wrażliwość traciliście, co widać w waszym życiu codziennym, pełnym nieczułości, brutalności i gwałtu. (Nie wiem, czyście widzieli w gazetach zdjęcia rannych żołnierzy amerykańskich i wietnamskich. Na ich widok powiecie może „Tak mi przykro”, ale to nie zdarzyło się wam, ani waszej rodzinie, ani waszemu synowi). Staliśmy się zatem nieczuli, bowiem funkcjonujemy, żyjemy, działamy w obrębie małego, podrzędnego zakątka zniekształconego pola.
Nie istnieje metoda. Proszę, zrozumcie to, bo jeśli to zrozumiecie, będziecie wolni od ogromnego ciężaru wszystkich autorytetów, a zatem wolni od przeszłości. Nie wiem, czy to widzicie. Przeszłość tkwi ukryta w naszej kulturze, o której myślimy, że jest tak piękna (tradycja, wierzenia, wspomnienia, posłuszeństwo wobec niej), a wszystko to zostaje odrzucone bez reszty i na zawsze gdy pojmujecie, że nie ma żadnej metody, która by z tego małego zakątka sprowadziła wolność. Ale musicie wszystkiego na temat tego małego zakątka się nauczyć. Wówczas wolni jesteście od ciężaru, który pozbawia was wrażliwości. Żołnierze przyuczani są do zabijania, trenują to dzień po dniu, dzień po dniu, bezlitośnie, aż w końcu nie zostają w nich żadne ludzkie uczucia. I to właśnie, codziennie, nieustannie, robią z wami gazety, przywódcy polityczni, nauczyciele duchowi, papież, biskupi, wszędzie, na całym świecie.
Skoro więc nie ma metody, to co należy czynić? Metoda pociąga za sobą praktykę, uzależnienie. Twoja metoda, moja metoda, jego droga i droga kogoś innego, mój guru, który wie trochę lepiej, ten guru, który jest fałszywy i ten, który nie jest. Ale wszyscy guru są fałszywi, możecie to od samego początku przyjąć za rzecz oczywistą, czy są to tybetańscy lamowie, czy katolicy, czy hinduiści – wszyscy oni są fałszywi, ponieważ wciąż funkcjonują w obrębie bardzo małej części pola, która została zbrukana, zdeptana i zniszczona.
Co należy czynić? Czy rozumiecie teraz moje pytanie? Problem jest następujący: nie znamy głębi i ogromu umysłu. Można o tym czytać, można czytać współczesnych psychologów lub starożytnych nauczycieli, którzy na ten temat rozprawiali – nie ufajcie im, bowiem to wy sami musicie to odkryć, nie naśladując nikogo. Nie znacie tego - umysłu - nie znacie tego, a zatem nie możecie mieć o tym żadnego pojęcia. Czy rozumiecie, o czym mówimy? Nie możecie mieć o tym żadnych wyobrażeń, żadnych opinii, żadnej wiedzy. A zatem jesteście wolni od wszelkich założeń, od jakiejkolwiek teologii.
A więc raz jeszcze, co należy czynić? Wszystko, co musimy czynić, to widzieć. Widzieć ten zakątek, mały dom, który wznieśliśmy w zakątku wielkiego, bezgranicznego pola. I żyjąc tam, walcząc, kłócąc się, ulepszając (znacie to wszystko, co się tam dzieje), widzieć to. I dlatego właśnie tak ważne jest zrozumienie, co znaczy widzieć; ponieważ w chwili, gdy pojawia się konflikt, należycie do tego izolowanego zakątka. Tam, gdzie jest widzenie, nie ma konfliktu. Oto dlaczego od samego początku – nie, nie od początku, ale teraz – musimy uczyć się widzieć. Nie jutro, ponieważ jutra nie ma – to tylko poszukiwanie przyjemności, lęk lub ból wymyślają „jutro”. Naprawdę psychologicznie nie istnieje jutro, to mózg, umysł, wymyślił czas; tym jednak zajmiemy się później.
A zatem musimy widzieć. Nie można zaś widzieć, jeśli nie jest się wrażliwym; a nie jest się wrażliwym, jeśli między człowieka a widzianą rzecz wkracza wyobrażenie. Rozumiecie? Tak więc widzenie jest aktem miłości. Czy wiecie, co uwrażliwia cały umysł? – tylko miłość. Można opanować technikę, a jednak kochać; ale jeśli opanujecie technikę, a nie macie miłości, to niszczycie świat. Proszę, obserwujcie to w sobie, wniknijcie w to w waszych umysłach i sercach, a wtedy sami to ujrzycie. Widzenie, obserwowanie, słuchanie są to największe z dokonań; nie można bowiem widzieć, jeśli spogląda się z tego małego zakątka: nie można widzieć, co dzieje się na świecie, widzieć rozpaczy, niepokoju, bolesnej samotności, łez matek, żon, kochanków ludzi zabitych. Ale musicie to wszystko widzieć, nie emocjonalnie, bez sentymentalizmu, bez mówienia „Tak, jestem przeciwna wojnie” lub „Popieram wojnę”. Ten sentymentalizm bowiem i emocjonalizm to najbardziej destruktywne z rzeczy – unikają one faktów, a zatem unikają tego, co jest. Widzenie jest zatem najważniejsze. Widzenie jest rozumieniem; nie możecie zrozumieć umysłem, intelektem czy fragmentem. Rozumienie przychodzi jedynie wtedy, gdy umysł całkowicie milknie, czyli gdy nie ma żadnych wyobrażeń.
Widzenie niszczy wszelkie bariery. Spójrzcie, Panowie, dopóki oddzieleni jesteście od tego drzewa, ode mnie i od swoich sąsiadów („sąsiadów” oddalonych o tysiące mil albo siedzących tuż obok), dopóty trwać musi konflikt. Podział oznacza konflikt, to bardzo proste. My zaś żyliśmy w stanie konfliktu, przyzwyczajeni jesteśmy do konfliktu i do podziałów. Postrzegacie Indie jako odrębną całość – geograficzną, polityczną, ekonomiczną, społeczną, kulturową. A to samo dzieje się w Europie, w Ameryce, w Rosji: oddzielne całości, jedna przeciw drugiej, a cały ten podział nieuchronnie prowadzi do wojny. To nie znaczy, że wszyscy musimy się zgadzać, lub że jeśli się nie zgodzimy, to będę z tobą walczył. Gdy widzicie coś takim, jakim jest, to w ogóle nie ma zgody lub niezgody. Jedynie wtedy, gdy na temat tego, co widzicie, macie swoje opinie, pojawiają się niezgoda i podziały. Gdy ty i ja widzimy, że to jest Księżyc, to nie ma niezgody, jest Księżyc. Ale jeśli myślisz, że to jest coś, a ja myślę, że to jest coś innego, wówczas musi pojawić się podział, a zatem konflikt. Tak więc w widzeniu drzewa, jeśli je naprawdę widzicie, nie ma rozdziału pomiędzy wami a tym drzewem, nie ma obserwatora widzącego to drzewo.
Któregoś dnia rozmawialiśmy z bardzo uczonym lekarzem, który zażył narkotyk zwany L.S.D., niewielką dawkę, za nim zaś stało dwóch lekarzy z magnetofonem zapisującym to, co mówił. Po paru chwilach na stojącym przed nim stole zobaczył kwiaty, a nic go od tych kwiatów nie oddzielało. Nie oznacza to, by utożsamiał siebie z tymi kwiatami, ale że niczego pomiędzy nim a nimi nie było, a to oznacza, że nie było tego, kto obserwuje. Nie namawiamy was na zażywanie L.S.D., ponieważ ma to swoje szkodliwe skutki; a poza tym zażywając takie rzeczy stajecie się ich niewolnikami. Ale istnieje o wiele prostszy, bardziej bezpośredni, bardziej naturalny sposób, polegający na tym, byście sami obserwowali drzewo, kwiat, ludzką twarz; patrzyli na którąś z tych rzeczy i to patrzyli w taki sposób, by nic was od nich nie oddzielało. A możecie w taki sposób patrzeć jedynie wtedy, gdy panuje miłość (jakże tego słowa nadużywano).
Odłóżmy na jakiś czas pytanie o miłość, ale jeśli macie to poczucie rzeczywistej obserwacji, rzeczywistego widzenia, wówczas widzenie to w ten nadzwyczajny sposób unicestwia czas i przestrzeń, co następuje gdy panuje miłość. A nie możecie zaznać miłości bez poznania piękna. Można o pięknie mówić, pisać, można je zaprojektować, ale jeśli nie macie miłości, to nic nie jest piękne. Życie bez miłości oznacza, że brak wam pełnej wrażliwości. A ponieważ brak wam pełnej wrażliwości, to ulegacie degeneracji. Ten kraj ulega degeneracji. Nie mówcie: „Czy inne kraje też się nie degenerują?” – oczywiście tak. Ale wy się degenerujecie, choć technicznie jesteście może doskonałymi inżynierami, wspaniałymi prawnikami, technikami znającymi się na obsłudze komputerów. Ale ulegacie degeneracji, bo nie jesteście wrażliwi na cały proces życia.
Naszym podstawowym problemem jest zatem nie to, jak powstrzymać wojny, nie to, który Bóg lepszy jest od innych Bogów, nie to, który polityczny czy ekonomiczny system jest lepszy, nie na którą partię warto głosować (wszystkie one są w taki czy inny sposób nieuczciwe). Najbardziej zaś podstawowym problemem dla człowieka, czy to w Ameryce, Indii, Rosji czy gdziekolwiek indziej, jest pytanie o wolność od „tego małego zakątka”. A ten mały zakątek to my sami, ten mały zakątek to wasz tandetny mały umysł. My stworzyliśmy ten mały zakątek, bowiem to nasze umysły są pokawałkowane i dlatego właśnie niezdolne do bycia wrażliwymi na całość. Pragniemy, aby ta mała część była bezpieczna, spokojna, cicha, satysfakcjonująca, przyjemna i by w ten sposób unikała wszelkiego bólu, w istocie bowiem szukamy przyjemności. Ale gdybyście rozważyli przyjemność, własną przyjemność, gdybyście ją obserwowali, śledzili, wniknęli w nią, to ujrzelibyście, że tam, gdzie jest przyjemność, jest ból. Nie możecie mieć jednego bez drugiego. My zaś zawsze pożądamy więcej przyjemności, a zatem narażamy się na większy ból. I na tym wznieśliśmy tę część, którą nazywamy ludzkim życiem. Widzieć to wejść z tym w bezpośredni kontakt, a nie można wejść z tym w bezpośredni, prawdziwy kontakt, jeśli ma się pojęcia, wierzenia, dogmaty czy opinie.
Trzeba zatem nie uczyć się, ale widzieć i słuchać. Słuchać ptaków, słuchać głosu swej żony jakkolwiek by nie był piękny, brzydki czy irytujący, słuchać go i słuchać własnego głosu, pięknego, brzydkiego czy niecierpliwego. A słuchając w ten sposób stwierdzicie, że znikają wszelkie podziały pomiędzy tym, kto obserwuje, a tym, co obserwowane. A przeto nie ma żadnego konfliktu, wy zaś obserwujecie tak uważnie, że sama ta obserwacja jest dyscypliną i nie musicie sobie dyscypliny narzucać. I to jest piękno, Panowie (o ile to tylko pojmujecie), to jest piękno widzenia. Jeśli umiecie widzieć, to nic więcej do zrobienia nie macie. Albowiem w tym widzeniu tkwi cała dyscyplina, cała cnota – czyli uwaga. W tym widzeniu tkwi całe piękno, a wraz z nim miłość. Gdy zaś panuje miłość, nic więcej już do zrobienia nie pozostało. Wówczas tam, gdzie jesteście, jesteście w raju; wówczas ustają wszelkie poszukania.
Madras,10 stycznia 1968
Byłoby to ciekawe i wartościowe, gdybyśmy wszyscy mieć mogli umysł, który nie jest umęczony, który jest z istoty wolny, który nie tworzy barier, który widzi rzeczy takimi, jakie są, który widzi, że interwał czasowy oddziela ludzi od przyrody i od innych ludzkich istot, który widzi, jak straszne i przerażające są czas i przestrzeń, który wie, czym naprawdę jest miłość. Gdybyśmy mogli w tym wspólnie uczestniczyć - nie intelektualnie, nie w najbardziej przebiegły, wyszukany, filozoficzny, metafizyczny sposób, ale uczestniczyć w tym naprawdę - gdybyśmy mogli to zrobić, to, jak myślę, wszystkie nasze problemy by się skończyły. Ale nie można zrobić tego razem, ktoś to musi posiąść pierwszy. A gdy to ma, ma to w nadmiarze. A gdy się ten nadmiar pojawi, to on i wielu wokół są tym samym, tak jak drzewo pełne liści, z których każdy jest doskonały i jest częścią całego drzewa.
Gdybyśmy tak tego wieczora mogli się tym dzielić, nie z mówcą, ale mając to, a potem się tym dzieląc. Wówczas problem dzielenia się tym już by nie powstawał. To jest niczym kwiat pełen zapachu, który się nie dzieli, ale zawsze czeka, by jakiś przechodzień się nim rozkoszował. A to, czy ktoś jest tuż obok w ogrodzie, czy hen daleko, jest dla tego kwiatu obojętne, ponieważ on pełen jest tego zapachu, a zatem dzieli się nim ze wszystkimi. Z bliska jest to naprawdę tajemniczy kwiat. On jedynie wydaje się tajemniczy, albowiem tak pełni jesteśmy emocji i uczuć; a uczucie, w tym emocjonalnym sensie, znaczy bardzo niewiele. Można żywić uczucie, być szczodrym, bardzo uprzejmym, delikatnym i nadzwyczaj grzecznym, ale ta cecha, o której mówiłem, nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. I czyście się nie zastanawiali (nie w kategoriach abstrakcyjnych, nie wedle czegoś, co osiągnąć można przy pomocy systemu, filozofii czy słuchając jakiegoś guru), czyście się nie zastanawiali, dlaczego jest tak, że ludziom tej cechy brakuje? Rodzą oni dzieci, znajdują rozkosz w seksie, w czułości, w dzieleniu się czymś w towarzystwie, wśród przyjaciół, we wspólnocie, ale tej rzeczy - dlaczego jest tak, że jej nie posiadamy? Gdy bowiem ona jest, to wszystkie problemy, jakimi by one nie były, znikają. I czyście się nie zastanawiali, przy okazji, spacerując samotnie po brudnej ulicy lub siedząc w autobusie, albo będąc nad morzem na wakacjach, albo w lesie pełnym kwiatów, drzew, strumieni i dzikich zwierząt, czy nie przyszło wam do głowy zapytać, dlaczego jest tak, że człowiek, który żył przez miliony lat, dlaczego jest tak, że nie posiada on tej rzeczy, tego zadziwiającego, nie więdnącego kwiatu?
Jeśli zadaliście sobie to pytanie, nawet z przypadkowej ciekawości, to musieliście mieć przeczucie, oznakę, wskazówkę. Ale prawdopodobnie nigdy żeście go nie zadali. Pędzimy tak monotonne, nudne, rozmamłane życie w kręgu własnych problemów i niepokojów, żeśmy nigdy tego pytania nawet nie zadali. A gdybyśmy mieli sobie to pytanie zadać (co mamy teraz uczynić, siedząc pod tym drzewem w ten spokojny wieczór, wśród krakania wron), to zastanawiam się, jaka brzmiałaby wasza odpowiedź. Jakiej bezpośredniej odpowiedzi każdy z nas szczerze by na nie udzielił, bez dwuznaczności i wykrętów, jak brzmiałaby odpowiedź, gdybyśmy sobie to pytanie postawili? Dlaczego przechodzimy przez te wszystkie męki, mamy tak wiele problemów, takie mnóstwo piętrzących się lęków, a jednak to jedno zdaje się nas omijać, zdaje się w ogóle nie istnieć? I gdybyście mieli spytać dlaczego, dlaczego człowiek nie znalazł tego czegoś, to zastanawiam się, co byście odpowiedzieli? Odpowiedź wasza zależałaby od siły, z jaką pytanie to zadaliście, od jego natarczywości. Ale my nie jesteśmy ani silni, ani natarczywi, a nie jesteśmy ani natarczywi, ani silni, bo brak nam energii. Patrzenie na cokolwiek, na ptaka, na nastroszoną wronę siedzącą na gałęzi, patrzenie na nią całą twą istotą, twymi wszystkimi zmysłami, nerwami, umysłem i sercem, patrzenie na nią w sposób całkowity wymaga energii, ale nie tandetnej energii rozproszonego umysłu, który się zmagał, który sam siebie dręczył, który pełen jest niezliczonych ciężarów. A większość umysłów, dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć dziesiątych procenta umysłów dźwiga ten straszliwy ciężar, wiedzie tę udręczoną egzystencję. A zatem brak im energii, energii będącej pasją. Słowo „pasja” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego cierpienie, które znów pochodzi z greki itd.; z powodu tego znaczenia całe chrześcijaństwo czci cierpienie, nie pasję. I nadali oni „pasji” znaczenie szczególne. Nie wiem, jakie znaczenie wy jej nadajecie, uczuciu pełnej pasji, z kryjącą się za nią gwałtowną siłą, pełną energią, tej pasji, która wolna jest od ukrytych pragnień.
I gdybyśmy mieli zapytać, nie jedynie z ciekawości, ale z całą pasją, jaką mamy, to jak brzmiałaby odpowiedź? Ale wy prawdopodobnie obawiacie się pasji, bowiem jest ona dla większości ludzi żądzą, pasja wywodzi się z seksu i tego wszystkiego. Albo brać to może początek z tej pasji, którą odczuwamy dzięki identyfikacji z krajem, do którego należymy, lub z pasji związanej z jakimś lichym, małym bogiem, stworzonym przez rękę lub umysł. I dlatego pasja zwykle nas przeraża, jeśli bowiem mamy taką pasję, to nie wiemy, gdzie nas ona zawiedzie. A zatem bardzo starannie ją kanalizujemy, ogradzamy pojęciami filozoficznymi, ideałami, tak że ta energia, która jest konieczna, by odpowiedzieć na to niezwykłe pytanie (a jest ono naprawdę niezwykłe, jeśli postawicie je sobie uczciwie, bezpośrednio), dlaczego my, ludzkie istoty, żyjące w rodzinach z dziećmi, otoczone przez cały ten zgiełk i gwałt tego świata, dlaczego, skoro istnieje to jedno, co mogłoby to wszystko objąć, dlaczego jest tak, że nam tego brakuje? Zastanawia mnie, czy jest tak dlatego, że naprawdę nie chcemy tego odkryć? Bo odkryć cokolwiek można jedynie w stanie wolności, odkryć, co myślę, co czuję, jakie są moje motywy, odkryć, a nie jedynie intelektualnie przeanalizować. By odkryć, istnieć musi wolność patrzenia. By patrzeć na to drzewo wolni być musicie od zmartwień, od niepokojów, od poczucia winy. Aby patrzeć, wolni być musicie od wiedzy. Wolność jest tą cechą umysłu, której nie można osiągnąć poprzez wyrzeczenia i ofiary. Czy słuchacie tego wszystkiego, czy też mówię jedynie do wiatru i drzew? Wolność jest tą cechą umysłu, która niezbędna jest, aby patrzeć. Nie jest to wolność od czegoś. Jeśli wolni jesteście od czegoś, to nie jest to wolność, jest to jedynie reakcja. Jeśli palicie i rzucacie palenie mówiąc „jestem wolny”, to naprawdę nie jesteście wolni, choć wolni być możecie od tego szczególnego nawyku. Wolność dotyczy całej maszynerii tworzenia nawyków, aby zaś zrozumieć cały ten problem tworzenia nawyków musimy być wolni, by patrzeć na jego mechanizm. Być może tej wolności również się obawiamy i dlatego sytuujemy wolność z dala on nas, w jakimś niebie.
A zatem to lęk jest chyba powodem, dla którego nie mamy energii tej pasji, by sami dla siebie odkryć, dlaczego nie ma w nas tej miłości. Mamy wszystko inne, chciwość, zawiść, przesądy, lęk, brzydotę tandetnego małego życia, rutynę codziennego chodzenia do biura przez kolejnych czterdzieści, pięćdziesiąt lat - nie żeby nie powinno się do biura chodzić, niestety musimy to robić, ale to staje się rutyną, a ta rutyna, to chodzenie do biura, robienie tego samego dzień po dniu, dzień po dniu, przez czterdzieści lat kształtuje umysł, stępia go, ogłupia, uzdalnia pod jednym tylko względem.
Zapewne każdy z nas jest tak przerażony życiem dlatego, że bez zrozumienia całego procesu życia nie możemy w żaden sposób pojąć, co to znaczy nie żyć. Rozumiecie? To, co nazywacie życiem, codzienna nuda, codzienna walka, codzienny konflikt z samym sobą i swym otoczeniem, ukryte żądze, ukryte pragnienia, ambicje, okrucieństwa i ten niesłychany ciężar świadomego i nieświadomego cierpienia - to właśnie nazywamy życiem, nieprawdaż? Możemy próbować od tego uciec, iść do kościoła, do klubu, słuchać nowego guru, zostać hipisem lub upić się, przystąpić do jakiegoś stowarzyszenia, które coś nam obiecuje - coś, aby uciec. W lęku tkwi główny problem tego, co nazywamy życiem. Lęk przed nieistnieniem, lęk przed byciem przywiązanym, wraz z całym wielkim bólem, jaki to ze sobą niesie - jak być niezależnym - czy istnieje fizyczne, emocjonalne, psychologiczne bezpieczeństwo - lęk przed tym - lęk przed nieznanym, lęk przed jutrem, lęk przed tym, że porzuci cię żona, lęk przed brakiem wiary, przed życiem w izolacji, osamotnieniu, w ciągłej rozpaczy, w głębokim poniżeniu - to właśnie nazywamy życiem. Bitwa, udręczone istnienie pełne jałowych myśli. Tak żyjemy, bo to jest nasze życie, ze sporadycznymi chwilami psychicznego zdrowia, sporadycznymi chwilami jasności, do których zawzięcie lgniemy.
Proszę, nie słuchajcie samych słów i nie dajcie się im ponieść. Wyjaśnienia, definicje, opisy, a nie fakty. Faktem jest twoje życie, faktem jest, czy jesteś tego świadom, a nie staniesz być tego świadom dzięki słowom mówcy, które jedynie opisują twój stan; jeśli zaś dajesz się schwytać w opis, w słowa, to z pewnością jesteś zgubiony na zawsze. I tacy właśnie jesteśmy - jesteśmy zgubieni, skazani na zatracenie, bo zaakceptowaliśmy słowa, słowa, słowa. Dlatego proszę, błagam was, nie dajcie się schwytać w słowa, ale patrzcie na siebie, patrzcie na swe życie, na to swe codzienne życie, które nazywacie życiem, a na które składa się chodzenie do pracy, zdawanie egzaminów, dostawanie pracy, nie posiadanie pracy, lęki, rodzina i społeczne presje, tradycja, udręka, że się czegoś nie osiągnęło, niepewność jutra, absolutna głucha nuda życia pozbawionego jakiegokolwiek sensu. Możecie nadać życiu sens, wymyślić, jak robią to filozofowie, teoretycy, ludzie religijni, wymyślić sens życia, to jest ich zajęcie. Ale jest to karmienie się słowami, a wam potrzeba treści. Karmi się was słowami i słowa wam wystarczają. Aby zatem zrozumieć to życie, musimy na nie patrzeć: wejść z nim w bezpośredni kontakt tak, by nie oddzielały was od niego czas i przestrzeń. Tego czasoprzestrzennego interwału nie ma, gdy odczuwacie silny fizyczny ból, gdy działacie, nie teoretyzujecie, nie kłócicie się o to, czy istnieje Atman czy Atmana nie ma, czy istnieje dusza czy nie, gdy nie zaczynacie cytować Gity, Upaniszadów, Koranu, Biblii czy jakiegoś świętego. Wówczas znajdujecie się twarzą w twarz z prawdziwym życiem. Życie jest tym aktywnym ruchem, dokonywaniem czegoś, myśleniem, odczuwaniem, lękami, winą, rozpaczą - to jest życie. I musimy pozostawać z nim w bezpośrednim kontakcie. A nie można być z nim w intensywnym, pełnym pasji i życia kontakcie, jeśli trwa lęk.
Lęk sprawia, że wierzymy, że wierzymy w ideologiczną wspólnotę Komunizmu lub w teokratyczną ideę jasnowidza bądź kapłana. To wszystko rodzi się z lęku. Oczywiście wszyscy bogowie, wszyscy, są wytworem naszej udręki. A gdy ich czcimy, czcimy naszą udrękę, naszą samotność, rozpacz, niedolę i cierpienie. Proszę, słuchajcie tego wszystkiego, to jest wasze życie, nie moje. Wy musicie mu sprostać, a zatem wy musicie zrozumieć lęk. A nie możecie zrozumieć lęku, jeśli nie zrozumiecie życia. Musicie zrozumieć waszą zawiść, waszą zazdrość - zawiść i zazdrość, które są jedynie oznakami lęku. A możecie zrozumieć to w pełni. Nie intelektualnie, nie ma czegoś takiego, jak zrozumienie intelektualne, istnieje tylko zrozumienie w pełni. Możecie zrozumieć w pełni i jest to coś takiego, jak patrzenie na zachód słońca waszym umysłem, waszym sercem, waszymi oczyma, waszymi nerwami. Wtedy właśnie rozumiecie. Aby zaś zrozumieć zazdrość, zawiść, ambicję, okrucieństwo, gwałt, skupić trzeba całą uwagę w chwili, gdy się coś wydarza, w chwili, gdy czujecie zazdrość, gniew, zawiść, gdy wypełnia was nienawiść lub gdy czujecie się wewnętrznie nieuczciwi. I jeśli to zrozumiecie, zrozumiecie lęk. Ale nie wolno wam pojmować lęku jako abstrakcji. Koniec końców lęk istnieje w relacji do czegoś. Czyż nie obawiacie się swego sąsiada, swego rządu, swej żony, swego męża, czyż nie obawiacie się śmierci i tak dalej? Musicie obserwować nie lęk, lecz dociekać, co go spowodowało.
Chcemy teraz rozważyć, czym jest to życie, do którego tak rozpaczliwie lgniemy, czym jest nasze codzienne, monotonne, tragiczne życie - życie kapitalisty, członka klasy średniej, uciskanego - wszyscy bowiem jesteśmy uciskani przez społeczeństwo, przez kulturę, przez religie, przez księży, przez przywódców, przez świętych. A póki tego nie zrozumiecie, nie zrozumiecie lęku. A zatem chcemy zrozumieć to życie, a także to ogromne źródło lęku, które nazywamy śmiercią. Aby zaś to zrozumieć, musicie mieć ogromną energię, pasję. Wiecie, jak trwonimy naszą energię (nie chodzi mi o trwonienie jej przez seks, to jest zupełnie nieważne, nie nadawajcie temu zbędnej wagi), musimy zaś dociekać bezpośrednio, nie zgodnie z Śankarą czy którymś z tych ludzi, którzy wymyślili swe własne szczególne sposoby ucieczki od życia.
By odkryć, czym jest życie, musimy mieć nie tylko energię, ale również tę pasję, która jest trwała, intelekt zaś nie może pasji podtrzymać. Aby mieć tę pasję, należy badać marnotrawienie energii. Dostrzegamy, że marnotrawieniem energii jest naśladowanie kogoś – rozumiecie? – posiadanie przywódcy, guru, gdy bowiem za kimś idziecie, to naśladujecie, kopiujecie, jesteście posłuszni, ustanawiacie autorytet i dlatego też wasza energia ulega rozproszeniu. Naprawdę to obserwujcie, proszę o to. Nie wracajcie do swych nauczycieli, swych społeczności, swych autorytetów, odrzućcie ich niczym gorące kartofle. Dostrzegamy też, jak marnujecie swoją energię idąc na kompromisy. Czy wiecie, czym jest kompromis? Kompromis ma miejsce tylko wtedy, gdy porównujemy. My zaś od dzieciństwa przyuczani jesteśmy, by porównywać to, jacy jesteśmy, z tym, jaki jest lider klasy w naszej szkole; porównywać siebie z tym, jacy byliśmy wczoraj, szlachetni czy niecni, z odczuwanym wczoraj szczęściem, które zstąpiło na nas bez uprzedzenia, przyszło nagle, rozkosz patrzenia na drzewo, na kwiaty, na twarz ukochanej kobiety, dziecka czy mężczyzny, a potem porównujemy to, co jest dzisiaj, z tym, co było wczoraj. To porównanie, ten pomiar, jest początkiem kompromisu. Proszę, przyjrzyjcie się temu sami dla siebie. Odkryjcie tę prawdę, że w chwili, gdy macie wzorzec, który jest obiektem porównawczym, już idziecie na kompromis z tym, co jest. Gdy powiadacie, że ten człowiek jest I.S.C., tak dużo zarabia, jest kierownikiem tego czy tamtego, to porównujecie, wydajecie wyrok, sytuujecie ludzi jako ważnych, nie jako ludzkie istoty, ale wedle ich stopni, ich cech, ich zdolności zarabiania pieniędzy, ich zawodów, ich tytułów naukowych i całej masy towarzyszących ich nazwiskom liter alfabetu. A zatem porównujecie, porównujecie siebie z innymi, ze świętym, z bohaterem, z bogiem, z ideą lub z ideologią – porównujecie, mierzycie – a to wszystko rodzi kompromis, będący ogromnym marnotrawstwem energii. Nie chodzi tu o seks i cała tą kryjącą się za tym tradycję. Widać zatem, jak marnotrawi się energię; energia zaś jest marnotrawiona, gdy ulegacie wyobrażeniom, teoriom: czy dusza istnieje czy nie, czy istnieje Atman czy nie – czyż to nie strata czasu, strata energii? Gdy bez końca czytacie lub słuchacie jakiegoś świętego, jakiegoś sannyasina, gdy komentujecie Gitę lub Upaniszady - pomyślcie o tym! - o tym absurdzie! - o tej dziecinadzie! Ktoś objaśnia pewną książkę, która sama w sobie jest martwa, napisana przez pewnego zmarłego poetę - i nadaje jej ogromne znaczenie. Wszystko to pokazuje, że niedojrzałość jest przede wszystkim stratą energii.
Niedojrzały umysł porównuje siebie z tym, co jest i z tym, co być powinno, ale tylko niedojrzały umysł porównuje. Dojrzały umysł nie zna porównań, dojrzały umysł nie zna wzorca. Nie wiem, czyście się kiedyś przyglądali własnemu wnętrzu i widzieli, jak porównujemy siebie z innymi mówiąc „On jest tak piękny, tak inteligentny, tak zdolny, tak wybitny; a ja jestem nikim, chciałbym być taki jak on”. Lub „Ona jest tak piękna, ma dobrą figurę, ma subtelny umysł, inteligentny, bystry, lepszy”. Myślimy i funkcjonujemy w tym porównującym, mierzącym świecie. Lecz gdybyście kiedykolwiek kwestionowali i obserwowali, to może powiedzielibyście: „Żadnych więcej porównań, żadnego porównywania się z kimś innym, choćby z najpiękniejszą aktorką”. Wiecie, że piękno nie znajduje się w tej aktorce, piękno to coś ogólnego, nie w twarzy, nie w figurze, nie w uśmiechu. Jest zaś tam, gdzie ma miejsce pełne zrozumienie, pełnia czyjegoś istnienia. Piękno istnieje wtedy, gdy jest to, co patrzy. Zobaczcie to sami w sobie, proszę, spróbujcie, czy raczej zróbcie to. Umysł używający słowa „próbować” jest najżałośniejszym, głupim umysłem. Gdy powiada, „Robię co tylko mogę, próbuję”, świadczy to o tym, że jest to umysł z istoty swej burżuazyjny, zdolny do porównań, który z dnia na dzień się doskonali. A zatem sami dla siebie stwierdźcie, czy możecie żyć nie teoretycznie, lecz naprawdę, bez porównań, bez miar, nie używając w ogóle słów „lepszy” czy „więcej”. Zobaczcie, co się stanie. Jedynie taki dojrzały umysł nie marnotrawi energii, jedynie taki umysł wieść może życie proste. Chodzi mi o życie prawdziwej prostoty, a nie tak zwanej prostoty człowieka jedzącego jeden posiłek dziennie czy noszącego przepaskę na biodrach. Chodzi mi o umysł nie znający miary i dlatego też nie marnotrawiący energii.
Przejdźmy zatem do sedna sprawy. Marnotrawimy energię, tymczasem potrzeba jej, by zrozumieć ten monstrualny sposób życia. A musisz go zrozumieć, to przecież jedyna rzecz, jaką masz. Nie bogów, nie Biblię, nie Gitę, nie ideały - masz tylko tę rzecz: codzienną udrękę, codzienny niepokój. A zrozumiesz to, wejdziesz z tym w kontakt, gdy zniknie przestrzeń między tobą jako obserwatorem a tą rzeczą jako rozpaczą. Potrzeba ci zaś do tego ogromnej energii napędowej. By tę energię mieć, nie możesz jej rozpraszać. Wtedy zrozumiesz, czym jest życie. Wtedy zniknie lęk przed życiem, przed ruchem życia. Czy wiesz, czym jest ten ruch? Ten ruch nie ma końca ani początku i dlatego właśnie sam w sobie jest pięknem i chwałą. Czy to rozumiesz?
Życie jest zatem tym ruchem, aby zaś je zrozumieć musisz być wolny, musisz mieć energię. A zrozumieć śmierć to zrozumieć coś, co jest ściśle z życiem związane. Piękna zaś (nie tego tkwiącego w obrazach, w pewnej osobie, w tym drzewie, w tej chmurze czy w tym zachodzie słońca), piękna nie można oddzielić od miłości. A tam, gdzie są miłość i piękno, tam jest życie, a również śmierć. Nie można tego od siebie oddzielić. Z chwilą, gdy je oddzielasz, następuje konflikt, znika wzajemny związek.
Przyglądaliśmy się zatem, może niezbyt szczegółowo i ogólnie, ale przyglądaliśmy się życiu. A teraz rozważmy, wniknijmy w pytanie o śmierć. Czy zadaliście sobie pytanie, dlaczego śmierć was przeraża? Najwyraźniej przeraża ona większość ludzi. Niektórzy nie chcą nawet o niej słyszeć, a jeśli już, to chcą ją gloryfikować. Wymyślają teorię, wiarę, ucieczkę - ucieczkę w rodzaju zmartwychwstania czy reinkarnacji. Większość ludzi żyjących na Wschodzie wierzy w reinkarnację - wy wszyscy zapewne wierzycie. Znaczy to, że pewna trwała istota lub pęk wspomnień odradza się znów w następnym życiu, nieprawdaż? W to właśnie wszyscy wierzycie. Mieć lepszą sposobność, żyć pełniej, doskonalić się, to życie jest bowiem tak krótkie, to życie nie może dać wam wszystkich doznań, wszelkiej radości, całej wiedzy, a zatem - miejmy życie następne! Pragniecie następnego życia, podczas którego będziecie mieć czas i miejsce, by się doskonalić - a zatem w to wierzycie. Jest to ucieczka od faktu. Nie obchodzi nas to, czy jest reinkarnacja czy nie, lub czy jest ciągłość czy nie. To wymaga zupełnie innej analizy. Spójrzmy, to, co ma ciągłość, jest tym, co było dotąd, to, co było wczoraj, trwać będzie dzisiaj, a poprzez dzisiaj mieć będzie ciągłość jutro. A taka ciągłość ma miejsce w czasie i przestrzeni. To nie jest nic intelektualnego, niesłychanie łatwo sami możecie to dostrzec. I przerażeni jesteśmy tą rzeczą zwaną śmiercią. Przerażeni jesteśmy nie tylko życiem, ale też tym czymś nieznanym. Czy przeraża nas to, co nieznane, czy też to, co znane, utrata tego, co znane? To znaczy rodziny, waszych doznań, waszej codziennej monotonnej egzystencji - tego, co znane - domu, ogrodu, uśmiechu, do którego przywykliście, jedzenia, jakie jedliście przez trzydzieści lat, tego samego jedzenia, tego samego klimatu, tych samych książek, tej samej tradycji - przerażeni jesteście utratą tego wszystkiego, czyż nie tak? Jakże przerażać was może coś, czego nie znacie?
A zatem myśl przerażona jest nie tylko utratą tego, co znane, ale również czymś, co nazywa śmiercią, nieznanym. Jak mówiliśmy, od lęku nie można się uwolnić, można zaś go zrozumieć jedynie wtedy, gdy rozumie się sprawy takie jak śmierć, które lęk wytwarzają. Człowiek przez cały czas odsuwał śmierć z dala od siebie. Starożytni Egipcjanie na przykład żyli, by umrzeć. Śmierć to coś odległego, interwał czasoprzestrzenny oddziela życie od tego, co nazywamy śmiercią. Myśl, która to oddzieliła, oddzieliła życie od umierania, myśl je od siebie oddala. Wniknijcie w to, Panowie, to bardzo proste, o ile tylko w to wnikniecie. Myśl to oddziela, stwierdziła bowiem „Nie wiem, czym jest przyszłość”; mogę mieć mnóstwo teorii jeśli wierzę w reinkarnację, to znaczy, że muszę teraz odpowiednio postępować, pracować, działać - jeśli w to wierzę. To, co robicie teraz, liczy się gdy umieracie. Ale wy nie wierzycie w ten sposób. Wierzycie w reinkarnację jako ideę, ideę wygodną ale dość mętną, a zatem nie dbacie o to, co teraz czynicie. Wy naprawdę nie wierzycie w karmę, choć tak wiele o tym mówicie. Gdybyście naprawdę, faktycznie, radykalnie w to wierzyli, tak jak wierzycie w zarabianie pieniędzy, w doznania seksualne, wówczas każde słowo, każdy gest, każdy ruch w waszym życiu miałby znaczenie, albowiem zapłacicie za nie w życiu następnym. Wiara ta zatem byłaby źródłem ogromnej dyscypliny - ale wy nie wierzycie, to jest ucieczka, jesteście przerażeni, bo nie chcecie utracić.
A cóż takiego tracicie? Przyjrzyjcie się temu, Gdy powiadacie „Boję się utracić” - to czego się boicie? Utracić co? Przyjrzyjcie się temu bardzo uważnie. Waszą rodzinę, waszą matkę, waszą żonę, wasze dziecko? Czyż coś was z nimi kiedykolwiek wiązało? A może byliście związani z ideą, z wyobrażeniem? Kiedy zaś powiadacie „Boję się utracić, zostać oddzielonym” - to o czym myślicie? O oddzieleniu od wspomnień? Z pewnością od wspomnień, wspomnień o przyjemnościach seksualnych, wspomnień o stawaniu się wielkim człowiekiem lub o małym człowieku wspinającym się po drabinie, wspomnień o waszym charakterze, wspomnień o waszych przyjaźniach - po prostu od wspomnień. I obawiacie się wspomnienia te utracić. Ale czymże są wspomnienia, przyjemne czy nieprzyjemne? Nie mają one żadnej cielesności. A zatem boicie się utracić coś, co jest całkowicie bezwartościowe, pamięć obdarzoną ciągłością, pęk wspomnień, jednostkę, centrum.
A zatem gdy rozumie się życie, to znaczy gdy rozumie się zazdrość, niepokój, winę, rozpacz i gdy się jest poza i ponad nimi, wtedy życie i śmierć są sobie bardzo bliskie. Wtedy życie jest umieraniem. Bo gdy żyjecie zgodnie ze swymi wspomnieniami, tradycjami i tym, czym „być powinniście”, to nie żyjecie. Ale jeśli to wszystko porzucicie, to znaczy gdy umrzecie dla wszystkiego, co znane - zyskacie wolność od znanego - to będzie to śmierć, a wtedy będziecie żyć. Żyć nie w jakimś fantastycznym świecie pojęć, ale żyć naprawdę. Nie wedle Wed czy Upaniszadów, które są bez znaczenia; to, co ma znaczenie, to wasze codzienne życie; jest to jedyne życie, jakie posiadacie i bez zrozumienia go nigdy nie zrozumiecie ani miłości, ani piękna, ani śmierci.
A teraz wróćmy do początku naszych rozważań, czyli: dlaczego w sercach naszych brak tego płomienia? Jeśli bowiem rozważyłeś bardzo starannie to, co zostało powiedziane (nie werbalnie, intelektualnie, ale jeśli rozważyłeś to we własnym umyśle, we własnym sercu), to będziesz wiedział, dlaczego ci go brak. Jeśli dowiesz się, dlaczego ci go brak, jeśli to poczujesz i będziesz tym żyć, jeśli z pasją szukać będziesz przyczyn tego braku, to stwierdzisz, że posiadasz ten płomień. Poprzez całkowitą negację istnieć poczyna ta rzecz, która jako jedyna jest tym, co pozytywne, która jest miłością. Miłości, tak jak pokory, nie można kultywować. Pokora pojawia się wówczas, gdy całkowicie niknie zarozumiałość, próżność - ale wówczas nie będziesz wiedział, co znaczy być pokornym. Bowiem człowiek, który wie, co znaczy być pokornym, jest człowiekiem próżnym. Podobnie gdy poświęcasz cały swój umysł i całe swe serce, nerwy, oczy, całe swoje istnienie, aby odkryć ten sposób życia, aby ujrzeć to, co faktycznie „jest” i aby wyjść poza to, aby totalnie, całkowicie zaprzeczyć życiu jakim żyjesz obecnie, to w samym tym zaprzeczeniu temu, co brzydkie, brutalne, w samym ich całkowitym zaprzeczeniu pojawia się to Inne. Ale też nigdy się tego nie dowiesz. Człowiek, który wie, że jest cichy lub wie, że kocha, nie wie, czym jest miłość ani czym jest cisza.
Madras 14 stycznia 1968
Można bez końca czytać, dyskutować, układać jedne słowa na drugich, a nigdy z tym niczego nie uczynić. Jest to tak jak z człowiekiem, który zawsze orze i nigdy nie sieje i dlatego nigdy nie zbiera plonów. Większość z nas znajduje się w takiej sytuacji. I słowa, idee, teorie stały się ważniejsze niż rzeczywiste życie, będące działaniem, czynieniem. Nie wiem, czyście się kiedykolwiek zastanawiali, dlaczego, na całym świecie, idee, formuły, pojęcia mają tak ogromne znaczenie, nie tylko pod względem naukowym ale również teologicznym. Zastanawiam się dlaczego. Czy jest to ucieczka od rzeczywistości, od codziennego, monotonnego życia? A może sądzimy, że idee i teorie pomogą nam pełniej żyć, że zyskamy dzięki nim pełniejszą wizję, że nadadzą one życiu większą głębię? Twierdzimy bowiem, że bez idei, bez posiadania sensu, celu, życie jest bardzo płytkie, puste i pozbawione wszelkiego znaczenia. To może być jeden z powodów. A może jest tak dlatego, iż stwierdzamy, że nasze życie, ta codzienna harówka, rutyna, nuda pozbawione jest wrażliwości, a sądzimy, iż zyskamy ją dzięki ideom?
Życie, jakim żyjemy, jest oczywiście bardzo brutalne i sprawia, że stajemy się niewrażliwi, tępi, ociężali, głupi, a zatem możemy żywić nadzieję, że zyskamy nieco wrażliwości dzięki ideom, dzięki umysłowemu idealizowaniu. Ponieważ spostrzegamy, że nie potrafimy wyjść poza codzienną rutynę (seks, biuro, jedzenie, nie kończące się gadanie o rzeczach, które są naprawdę bez znaczenia, stałe tarcia we wzajemnych związkach), wszystko to przyczynia się do szorstkości, do brutalności, do nieczułości. I zdając sobie z tego sprawę (może nieświadomie, ale w głębi) ktoś sądzić może, że idee, ideały, teorie o Bogu, o życiu przyszłym, mogą być źródłem tej subtelności, nadać mogą temu nudnemu, bolesnemu życiu znaczenie, sens, cel. Sądzimy może, że mogą one oczyścić nasze umysły, wyostrzyć je, nadać im tę cechę, której brak zwykłemu robotnikowi na polu czy w fabryce. Jest to zatem być może jeden z powodów, dla którego oddajemy się tej osobliwej grze. Ale nawet jeśli argumenty, dyskusje, lektury ożywią nas i wyostrzą nasz intelekt, to faktycznie tej wrażliwości nam nie udzielą. Jak wiecie, wszyscy ci ludzie będący erudytami, czytający, teoretyzujący, którzy potrafią wspaniale dyskutować, są ludźmi niesłychanie nudnymi.
Myślę zatem, że trzeba koniecznie zrozumieć tę wrażliwość, która niweczy miernotę. Albowiem większość z nas, jak się obawiam, staje się coraz bardziej i bardziej mierna. Nie używamy tego słowa w jakimkolwiek poniżającym sensie, ale po prostu obserwujemy fakt mierności w sensie bycia przeciętnym, dość dobrze wykształconym, zarabiającym na życie i zdolnym może do prowadzenia inteligentnej dyskusji; ale przy tym wszystkim nadal pozostajemy mieszczanami, miernotami, nie tylko w naszych postawach, ale i w naszych działaniach. Zaś wiek dojrzały nie przynosi przeobrażenia, zmiany, nie niweczy mierności (można to bardzo jasno widzieć); choć ciało może się zestarzeć, mierność w różnych postaciach trwa.
Być może moglibyśmy wniknąć w zagadnienie wrażliwości, nie zwykłej subtelności fizycznej, która jest oczywiście konieczna, ale w zagadnienie wrażliwości, najwyższej formy wrażliwości będącej najwyższą inteligencją. Bez bycia wrażliwym nie jesteś inteligentny. Słuchać tego kruka, być go świadomym, czuć jego ruch, tak by jego i ciebie nie dzieliła przestrzeń (co nie znaczy identyfikować się z tym krukiem, co byłoby tak niedorzeczne), dzięki tej cesze umysłu, który jest wysoce wyostrzony, uważny, w którym nie ma obserwatora stanowiącego centrum, będącego cenzorem z jego nagromadzonymi wspomnieniami i tradycją. Jest to koniec końców pytanie o niezmienny nawyk, o sposób, w jaki myślimy, o jedzenie, jakie jemy, o sposób, w jaki dobieramy swoich przyjaciół, którzy oczywiście są naszymi przyjaciółmi dlatego, że się nie sprzeciwiają, że nas zbytnio nie niepokoją. Tak więc życie staje się rutyną, nie tylko się powtarza, ale zamienia się w ciąg nawyków. Wrażliwość wymaga więc uwagi.
Jak wiecie, koncentracja to coś najbardziej martwego. Akceptujecie ją, nieprawdaż? Mówię, mówca mówi coś, co całkowicie zaprzecza temu, co w poczuciu was wszystkich jest konieczne. A zatem nie akceptujcie tego, nie przeczcie temu, ale się temu przyjrzyjcie. Szukajcie własnej drogi do tego, co jest prawdą, a co fałszem. To, co twierdzi mówca, może być wręcz głupie i niedorzeczne, ale może też być prawdziwe. Ale akceptacja czy odrzucenie sprawiają, że pozostajecie tacy jak byliście, tępi, ociężali, obarczeni nawykami, niewrażliwi. Ale w tym, co mamy powiedzieć za chwilę, niczego nie akceptujcie i nie porównujcie z tym, co już wiecie lub z tym, coście posłyszeli lub przeczytali; ale słuchajcie, aby odkryć sami dla siebie, co jest prawdą. Aby zaś poświęcić uwagę, aby słuchać, poświęcić musicie całą swą uwagę. A nie możecie poświęcić całej swej uwagi, jeśli jedynie uczycie się koncentrować, jeśli próbujecie skoncentrować się na paru słowach, lub na znaczeniach słów, lub na tym, coście już posłyszeli. Ale poświęćcie swą uwagę, a to znaczy słuchajcie bez żadnych barier, bez żadnego wtrącania się, porównywania czy potępiania - oto co znaczy poświęcenie całej uwagi - a wówczas odkryjecie sami dla siebie, co jest prawdą, a co fałszem, choć wam tego nie powiedziano. A jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia - poświęcić uwagę. Uwaga nie wymaga żadnej woli czy pragnienia. Funkcjonujemy w obrębie schematu pragnienia będącego wolą. Powiadamy zatem „Poświęcę uwagę, spróbuję słuchać bez barier, bez tych wszystkich ekranów pomiędzy mną a mówcą”. Ale ćwiczenie woli nie jest uwagą.
Wola jest najbardziej niszczycielska z tego, co człowiek kultywuje. Czy ją również akceptujecie? Akceptując lub odrzucając nie znajdujecie prawdy o niej; aby znaleźć prawdę o niej musicie poświęcić jej uwagę, poświęcić uwagę słowom mówcy. Wola to, koniec końców, kulminacja pragnienia - chcę czegoś, pragnę czegoś, chcę tego i do tego dążę. Pragnienie to może być niczym bardzo cienka nić, ale wzmacnia je stałe powtarzanie, a to staje się wolą: „będę” i „nie będę”. I na poziomie takich postanowień (które mogą być również negatywne) funkcjonujemy, działamy, podchodzimy do życia. „Odniosę sukces, stanę się szlachetny” – wszystko to są bardzo silne pragnienia. My zaś teraz twierdzimy, że bycie uważnym nie ma nic wspólnego z pragnieniem czy wolą.
Jak zatem można być uważnym? Proszę, zrozumcie to. Wiedząc, że się uważnym nie jest (wiedząc, że osiągnęło się pewien stopień koncentracji, będący doznaniem woli, która wyklucza i stawia opór, wiedząc, że jakakolwiek forma wysiłku, który znów jest wolą, nie jest uwagą), jak być uważnym? Jeśli bowiem możesz poświęcić pełną uwagę wszystkiemu, co czynisz, to wszystko, co czynisz, czynisz całkowicie swym sercem, swym umysłem, swymi nerwami, wszystkim, co posiadasz. I w jaki sposób uwaga ta ma się pojawić, w sposób naturalny, bez żadnego wysiłku, bez doznania woli, bez używania uwagi jako środka do czegoś innego? Mam nadzieję, że tego wszystkiego słuchacie. Cóż, jeśli nie będziecie śledzić tego krok po kroku, to niesłychanie trudno będzie wam to pojąć, gdyż prawdopodobnie nie jesteście do tego przyzwyczajeni; przyzwyczajeni jesteście do tego, by mówiono wam, co czynić, a co czynicie powtarzając i sądząc, żeście to zrozumieli. Ale to, co my próbujemy powiedzieć, nie ma z tym nic wspólnego.
Ta uwaga nastaje w sposób naturalny, łatwy, gdy wiecie, że jesteście nieuważni. Gdy świadomi jesteście własnej nieuwagi, niepoświęcania uwagi, to bycie świadomym tego faktu jest byciem uważnym i nic innego do zrobienia wam nie pozostaje. Rozumiecie? To, co pozytywne, osiągacie nie poprzez dążenie do tego czegoś, ale poprzez negację. Jeśli czynicie coś bez tego działania, czynicie to w stanie nieuwagi, a bycie świadomym działania w stanie nieuwagi jest uwagą. Bardzo to umysł wysubtelnia, czyni go ogromnie czujnym, wtedy bowiem nie marnotrawi się energii. Natomiast utratą energii jest ćwiczenie woli, podobnie jak koncentracja.
Twierdzimy, że uwaga ta jest konieczna. Nie mówcie „Zdefiniuj, co rozumiesz przez uwagę”, równie dobrze moglibyście poszukać tego w słowniku. Nie zamierzamy jej definiować, próbujemy zaś, poprzez zaprzeczenie temu, czym ona nie jest, samemu ją osiągnąć. Twierdzimy, że ta uwaga jest konieczna, aby osiągnąć wrażliwość, będącą inteligencją na głębszym poziomie. Te słowa znów są trudne, brakuje tu bowiem miar - gdy powiadasz „głębszy”, „więcej”, to porównujesz, porównywanie zaś jest utratą energii. Jeśli to zatem rozumiemy, to możemy używać słów, aby przekazać sens, który nie jest porównawczy lecz rzeczywisty.
Z wrażliwości tej bierze się inteligencja, a potrzeba nam większej inteligencji by żyć, by wieść nasze codzienne życie, albowiem jest to jedyna inteligencja, która zdolna jest wywołać totalną rewolucję w naszej psychice, w samym rdzeniu naszej istoty. Takie zaś przeobrażenie jest niezbędne, człowiek bowiem żył przez miliony lat w męce, w rozpaczy, walcząc wciąż ze sobą i ze światem. Wymyślił pokój, który w ogóle nie jest pokojem; pokój taki trwa między dwiema wojnami, między dwoma konfliktami. I w miarę, jak społeczeństwo staje się coraz bardziej i bardziej złożone, pełne nieładu, współzawodnictwa, nastąpić musi radykalna zmiana, nie w społeczeństwie, ale w ludzkiej istocie, która to społeczeństwo stworzyła. Ludzka istota, taka jaką jest, to osoba pełna chaosu i zamętu; wierzy, nie wierzy, ma teorie i tak dalej i tak dalej; żyje w stanie sprzeczności. I ona zbudowała to społeczeństwo, kulturę pełną sprzeczności z jej biednymi i bogatymi. Panuje chaos, nie tylko w naszym życiu, ale i na zewnątrz w społeczeństwie. Absolutnie zaś konieczny jest ład. Wiecie, co dzieje się na świecie - tu w Indiach - przyjrzyjcie się temu! Co się dzieje? Szkoły są zamknięte, a całe pokolenie młodych ludzi pozostaje bez wykształcenia; zostaną oni zniszczeni przez polityków kłócących się na temat jakiegoś głupiego językowego podziału. Trwa też wojna w Wietnamie, podczas której ludzi zabija się dla jakiejś idei. Trwają rasowe rozruchy w Ameryce, straszliwie destruktywne rzeczy. I trwa wojna domowa w Chinach. W Rosji tyrania, tłumienie wolności, w najlepszym razie powolna liberalizacja. Panuje podział między narodowościami, rozłam wywołany religiami, wszystko to wskazuje na zupełny chaos. A chaos ten wywołany jest przez każdego z nas; my jesteśmy odpowiedzialni. Proszę, dostrzegajcie tę odpowiedzialność. Starsze pokolenia zabałaganiły świat, wyście zabałaganili świat swoimi obrzędami, swoimi duchowymi nauczycielami, swoimi bogami, swoimi narodowościami. Interesuje was bowiem tylko zarabianie na życie i kultywowanie części mózgu, resztę zaniedbujecie, odrzucacie. Każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za ten chaos we własnym wnętrzu i w społeczeństwie, w którym żyje. Komunizm i inne formy tyranii nie wniosą ładu, a przeciwnie, wniosą większy chaos, człowiek bowiem potrzebuje wolności.
Tak więc panuje chaos. A niezbędny jest ład, inaczej w ogóle nie może być pokoju. A tylko w pokoju, w ciszy, w pięknie rozkwitnąć może ta dobroć. Ład jest cnotą, lecz nie kultywowaną cnotą przebiegłego umysłu. Ład jest cnotą, czymś żywym, tak jak cnota jest żywa. Cnoty zatem nie można praktykować. Zamierzamy w to wniknąć, słuchać tego. Nie możecie jej praktykować, tak jak nie możecie praktykować pokory czy posiąść metody odkrywania, czym jest miłość.
Ład w tym sensie niezbędny jest w matematyce, w wyższej matematyce panuje najwyższy ład, ład absolutny. I taki ład absolutny musimy mieć w sobie. I tak jak cnoty nie można kultywować, wytworzyć, tak też umysł nie może wnieść, wytworzyć ładu. Umysł może natomiast odkryć, czym jest chaos. Czy to rozumiecie? Wiecie, czym jest chaos: żyć w sposób, w jaki my żyjemy, jest chaosem. Faktycznie każdy człowiek żyje dla siebie, nie ma współpracy, nie ma miłości, panuje zupełna obojętność na to, co dzieje się w Wietnamie czy w Chinach, albo u twego najbliższego sąsiada. Bądźcie świadomi tego chaosu, a ze zrozumienia tego chaosu niech bierze się zrozumienie, skąd on się wziął, jakie są jego przyczyny, tak że gdy zrozumiecie przyczyny, siły które działając chaos ten wywołują, gdy zrozumiecie to prawdziwie, a nie tylko intelektualnie, to z tego zrozumienia rodzi się ład. Spróbujmy zatem teraz zrozumieć chaos, będący naszym codziennym życiem, zrozumieć go nie intelektualnie czy werbalnie, ale obserwować go, jak oddzielamy się jedni od drugich będąc hinduistami, muzułmanami, chrześcijanami (chrześcijanami ze swym Bogiem i swymi ideałami, hinduistami ze swoimi ideałami, muzułmanami z ideałami swoistymi dla siebie i tak dalej), obserwować go, wejść z nim w ścisły kontakt, bez uprzedzeń. W przeciwnym razie nie będziecie zdolni do nawiązania bezpośredniego kontaktu z inną ludzką istotą.
Tak więc z chaosu wyłania się ład, pojawia się zaś w sposób naturalny, swobodnie, łatwo, z wielkim pięknem i żywotnością, gdy pozostajecie w bezpośrednim kontakcie z panującym w was chaosem. A nie pozostajecie z nim, w sobie, w bezpośrednim kontakcie, jeśli nie wiecie, jak na siebie patrzeć. Jak postrzegać siebie, jak patrzeć na drzewo, na kwiat - jak już bowiem stwierdziliśmy, ów akt widzenia jest aktem miłości. Akt widzenia jest działaniem. Zatrzymamy się nad tym przez chwilę, jest to bowiem naprawdę bardzo ważne.
Kiedy poświęcicie swą uwagę całkowicie, to znaczy gdy swym umysłem, swym sercem, swymi oczyma, swymi nerwami poświęcicie całkowitą uwagę, to odkryjecie, że nie ma w ogóle żadnego centrum, że nie ma obserwatora, a zatem nie ma podziału na tego, kto obserwuje i to, co obserwowane. Wtedy w pełni wykorzenicie konflikt, ten konflikt wywołany przez separację, przez podział. Wydaje się to trudne jedynie dlatego, że nie jesteście przyzwyczajeni do tego sposobu patrzenia na życie. Jest to naprawdę zupełnie proste. Jest to naprawdę bardzo proste, jeśli wiesz, jak patrzeć na drzewo, jeśli wiesz, jak widzieć to drzewo na nowo, jak widzieć na nowo twą żonę, twego męża, sąsiada, jeśli na nowo spojrzysz na niebo z jego gwiazdami, z jego cichą głębią - patrz, zobacz i słuchaj, a wtedy okaże się, żeś rozwiązał cały problem rozumienia, wtedy bowiem nie ma w ogóle żadnego „rozumienia”. Wtedy istnieje jedynie stan umysłu, w którym brak podziału, a zatem brak konfliktu.
Aby to osiągnąć w sposób naturalny, łatwy, pełny musi mieć miejsce uwaga. Ta uwaga może się bez trudu pojawić jedynie wtedy, gdy wiesz, jak patrzeć, jak słuchać - jak patrzeć na drzewo, na swą żonę, na swego sąsiada, albo na gwiazdy, a nawet na swego szefa, bez jakichkolwiek wyobrażeń. Wyobrażenie jest, koniec końców, tym co przeszłe, co nagromadzone zostało w wyniku przyjemnych i nieprzyjemnych doświadczeń; i z takim wyobrażeniem spoglądasz na swą żonę, na swoje dzieci, na swego sąsiada, na świat; patrzysz z takim wyobrażeniem na przyrodę. Tym zatem, co znajduje się w stanie konfliktu, jest twoja pamięć, wyobrażenie stworzone przez pamięć. I to wyobrażenie patrzy i dlatego nie istnieje kontakt bezpośredni. Gdy odczuwasz ból, nie ma wyobrażenia, istnieje tylko ból i dlatego też ma miejsce bezpośrednie działanie. Możesz odłożyć wizytę u lekarza, ale działanie jest w to uwikłane. W ten sam sposób gdy patrzysz i słuchasz, wiesz, czym jest piękno bezpośredniego działania, w którym nie ma żadnego konfliktu. Dlatego właśnie tak ważnym jest posiąść sztukę patrzenia, które jest bardzo proste - patrzeć z pełną uwagą, twym sercem i twym umysłem. Uwaga zaś oznacza miłość, nie możesz bowiem patrzeć na niebo i być nadzwyczaj wrażliwym, jeśli istnieje rozdział pomiędzy tobą a pięknem tego zachodu słońca.
Ten ład nastać może jedynie wtedy, gdy widzimy, gdy naprawdę wchodzimy w kontakt z chaosem, który jest w nas samych, który jest nami. My nie jesteśmy w stanie chaosu, „my” to stan chaosu. Gdy więc spoglądacie sami na siebie bez jakichkolwiek na swój temat wyobrażeń, naprawdę na to, jacy jesteście (a nie na to, co powiedzieli Śiankara, Budda, Freud, Jung czy XYZ, wtedy bowiem patrzycie na siebie zgodnie z ich wyobrażeniem), wtedy patrzycie na chaos w was, na gniew, brutalność, gwałt, głupotę, obojętność, szorstkość, ciągłą gonitwę ambicji z jej szczególnym okrucieństwem - jeśli możecie być tego świadomi bez jakiegokolwiek wyobrażenia, bez jakiegokolwiek słowa i patrzeć na to, wówczas pozostajecie w bezpośrednim z tym kontakcie. A gdy ma miejsce bezpośredni kontakt, następuje bezpośrednie działanie. Bezpośrednie działanie następuje, gdy odczuwasz silny ból, natychmiastowe działanie następuje, gdy znajdujesz się w wielkim niebezpieczeństwie. A to natychmiastowe działanie jest życiem, nie tym, co dotąd nazywaliśmy życiem, a co jest polem bitewnym, doznawaną na tym polu męką, rozpaczą, ukrytymi pragnieniami i tak dalej; oto co nazywaliśmy życiem. Proszę, obserwujcie to w sobie. Użyjcie mówcy jako zwierciadła, w którym widzicie teraz samych siebie. To, co mówi mówca, to po prostu odsłanianie siebie samego. I dlatego patrzcie na to, słuchajcie tego i wejdźcie z tym w pełny kontakt, bądźcie w tym cali. A jeśli się tak stanie, ujrzycie, że następuje działanie bezpośrednie.
Przeszłość zostaje zatem zniszczona. Przeszłość, jak wiecie, jest tym, co nieświadome. Czy wiecie, czym jest nieświadomość? Nie odwołujcie się do Freuda, Junga i całej tej reszty, ale patrzcie na to sami i odkryjcie, nie poprzez empiryzm, ale sami to obserwujcie. Przeszłość w was to wasza tradycja, przeczytane przez was książki, rasowe dziedzictwo hinduizmu, buddyzmu, islamu, chrześcijaństwa i całej tej reszty, a także kultura, w której żyliście, świątynie i wierzenia przekazywane z pokolenia na pokolenie. To tworzy propagandę, jakiej was poddano, waszą propagandę; jesteście niewolnikami propagandy trwającej od pięciu tysięcy lat. A chrześcijanin jest niewolnikiem propagandy trwającej od dwóch tysięcy lat. On wierzy w Jezusa Chrystusa, wy wierzycie w Krisznę czy w cokolwiek innego, komunista zaś wierzy w coś jeszcze innego. Jesteście wytworem propagandy. Czy pojmujecie, co to znaczy? Słowa, wpływ innych, nie ma niczego oryginalnego. Aby zaś odkryć początek wszystkiego, panować w nas musi ład. Ład, który zaistnieć może jedynie wtedy, gdy panujący w was totalny chaos zanika. Albowiem każdy z nas, a przynajmniej ci, w których jest chociaż trochę powagi, zadumy i szczerości, musiał pytać, czy w ogóle istnieje coś świętego, coś nieskalanego. Oczywiście odpowiedź brzmi, że świątynia, meczet czy kościół święte nie są, nie są też święte zawarte w nich wyobrażenia.
Nie wiem, czyście kiedykolwiek robili na sobie doświadczenia. Weźcie kawałek patyka, połóżcie go na kominku i codziennie kładźcie przed nim kwiat - ofiarujcie mu kwiat - kładźcie przed nim kwiat powtarzając pewne słowa - „Coca-cola”, „Amen”, „Om”, słowo jest obojętne - dowolne słowo - słuchajcie, nie śmiejcie się z tego - róbcie to a stwierdzicie - jeśli będziecie to robić, to po miesiącu zauważycie, jak świętym on się stał. Utożsamiliście się z tym patykiem, z tym kawałkiem kamienia czy z tym kawałkiem idei i przekształciliście to w coś świętego. Ale to święte nie jest. Nadaliście temu poczucie świętości pochodzące z waszych lęków, ze stałego zwyczaju tej tradycji, ofiarowując siebie, poddając się czemuś, co uważacie za święte. Wyobrażenie w świątyni nie jest bardziej święte niż leżący przy drodze kamień. I dlatego tak bardzo trzeba odkryć, co naprawdę jest święte, o ile w ogóle taka rzecz istnieje.
Cóż, człowiek mówił o tym przez całe wieki, przez całe wieki szukał czegoś, co niezniszczalne, co nie zostało stworzone przez umysł, co jest święte samo w sobie, czego nigdy nie tknęła przeszłość. Człowiek zawsze tego szukał. I człowiek, szukając tego czegoś i nie znajdując, wymyślił religię, zorganizowane wierzenia. Człowiek poważny musi odkryć, nie za pośrednictwem jakiegoś kamienia, świątyni czy idei, ale odkryć musi, co jest naprawdę, prawdziwie, wiecznie święte. Jeśli nie zdołasz tego odnaleźć, to zawsze będziesz okrutny, zawsze żyć będziesz w stanie konfliktu. Ale jeżeli tego wieczoru będziesz słuchał, to może na to natrafisz, nie dzięki mówcy, nie dzięki jego słowom, nie dzięki jego wypowiedziom; możesz zaś na to natrafić, gdy panuje dyscyplina istniejąca dzięki zrozumieniu chaosu. Gdy patrzysz patrz, czym jest chaos; samo widzenie chaosu wymaga uwagi. Proszę, śledźcie to. Cóż, dla większości z was dyscyplina to musztra, tak jak w przypadku żołnierza, musztra, musztra, od rana do nocy, tak że nie pozostaje nic poza poddaniem się nawykowi. I to właśnie nazywamy dyscypliną: stłumienie, kontrolę. To jest zabójcze, to w ogóle nie jest dyscyplina. Dyscyplina to rzecz żywa, mająca swe własne piękno, swą własną wolność. I ta dyscyplina nastaje w sposób naturalny gdy wiesz, jak patrzeć na drzewo, jak patrzeć na twarz twej żony, twego męża, gdy potrafisz dostrzegać piękno drzewa czy zachodu słońca. Widzieć, patrzeć na to niebo, na jego czerwoną poświatę, na piękno liści na jej tle, na pomarańczową barwę, głębię tej barwy, jej ulotność - widzieć to. Aby to widzieć, musicie poświęcić temu całą uwagę. A poświęcenie całej waszej uwagi podlega swej własnej dyscyplinie, żadnej innej dyscypliny wam nie potrzeba. A zatem ta rzecz, ta uwaga, to rzecz żywa, pełna ruchu i energii.
Sama ta uwaga jest cnotą. Nie potrzebujecie innego etycznego wzorca, żadnych zasad moralnych. (Tak czy inaczej nie macie zasad moralnych poza, z jednej strony, tymi zasadami, o których mówi wam zbudowane przez was społeczeństwo, a, z drugiej, poza tym, co chcecie robić, a ani jedno ani drugie nie ma nic wspólnego z cnotą.) Cnota jest pięknem, piękno zaś jest miłością, a bez miłości nie ma cnoty, a zatem nie ma ładu. A więc znów, jeśli to teraz uczyniliście, w miarę jak mówca o tym mówi, patrząc na to niebo całą swą istotą, to sam ten akt patrzenia niesie ze sobą własną dyscyplinę, a zatem swą własną cnotę, własny ład. Wtedy umysł osiąga najwyższy punkt absolutnego ładu, a ponieważ znajduje się w stanie absolutnego ładu, to on sam staje się tym, co święte. Nie wiem, czy to rozumiecie. Otóż gdy kochacie to drzewo, tego ptaka, to światło na wodzie, gdy kochacie sąsiada, swą żonę, swego męża, bez zazdrości, tą miłością nie tkniętą przez nienawiść, gdy panuje ta miłość, to sama ta miłość jest święta, nie ma niczego, co by bardziej świętym być mogło.
Istnieje zatem coś świętego, nie w rzeczach stworzonych przez człowieka, ale to, co istnieć poczyna, gdy człowiek odcina się całkowicie od będącej pamięcią przeszłości. Nie znaczy to, że człowiek staje się roztargniony, musi on w pewnych dziedzinach dysponować pamięcią, ale pamięć ta będzie wtedy częścią całego stanu, w którym brak powiązań z przeszłością. A to zerwanie z przeszłością może mieć miejsce tylko wtedy, gdy widzisz rzeczy takimi, jakie są i wchodzisz w bezpośredni kontakt z nimi - i z tym pięknym zachodem Słońca. Wtedy z tego ładu, dyscypliny, cnoty, rodzi się miłość. Miłość jest ogromnie żarliwa i dlatego też działa w sposób natychmiastowy. Brak jest czasowego interwału pomiędzy widzeniem a czynem. A gdy tę miłość posiądziesz, odrzucić możesz wszystkie twe święte księgi, wszystkich twych bogów. I musisz odrzucić twe święte księgi, twych bogów, twe codzienne ambicje, jeśli chcesz miłość tę osiągnąć. To jest jedyna święta rzecz, jaka istnieje. I aby ją osiągnąć, rozkwitać musi dobroć. Dobroć - rozumiecie, panowie? - dobroć rozkwitać może tylko w wolności, nie w tradycji. Światu potrzeba zmiany; wam potrzeba ogromnej rewolucji w was samych; światu potrzeba tej ogromnej rewolucji. Nie rewolucji ekonomicznej, komunistycznej krwawej rewolucji, jakiej człowiek próbował dokonać w ciągu całej historii, a jaka prowadziła go jedynie do większych jeszcze nieszczęść. Wam potrzeba fundamentalnej, psychologicznej rewolucji, a ta rewolucja jest ładem. A ład jest pokojem; ten zaś ład, ze swą cnotą i pokojem, nastać może jedynie wtedy, gdy wchodzicie w bezpośredni kontakt z panującym w waszym codziennym życiu chaosem. Na tym podłożu rozkwita dobroć i niczego się już więcej nie szuka. To bowiem, co jest, jest święte.